W trzecim meczu finałowym I ligi kobiet przy gorącym dopingu kaliskiej publiczności gospodynie w przekonujący sposób wygrały dwa pierwsze sety. Później do głosu doszły warszawianki, ale w tie-breaku zespół prowadzony przez Mariusza Wiktorowicza wykazał się większym poświęceniem i przede wszystkim skutecznością. Jutro drużyna z Kalisza stanie przed szansą zdobycia mistrzostwa I ligi kobiet, które jest przepustką do gry w barażach o LSK.

 

Trzeci mecz finałowy, a zarazem pierwszy rozgrywany w hali w Kaliszu rozpoczął się od wyrównanej gry punkt za punkt, choć jako pierwsze pomyliły się zawodniczki z Warszawy, piłka po ataku Magdaleny Jurczyk wylądowała kilka centymetrów obok linii bocznej boiska (3:2). Kaliszanki nie zwalniały ręki w polu zagrywki, po serwisie Natalii Sroki piłkę na drugą stronę siatki przyjęła Joanna Sobczak i przewaga gospodyń rosła (6:3). W obronie dobrze spisywały się Angelika Bulbak i Kinga Dybek, nie pozwalając warszawiankom dobić się do „pomarańczowego”. Podopieczne Mariusza Wiktorowicza, niesione dopingiem kibiców, powiększały swoją przewagę, po kolejnym punktowym ataku Dybek było już 13:6. Na zagrywce pojawiła się Justyna Andrzejczak, wychowanka klubu z Kalisza, a jej koleżanki ani na moment nie zwalniały tempa (17:10). Trener Dominik Stanisławczyk wprowadził drugą rozgrywającą, Elenę Nowgorodczenko, próbując choć trochę podreperować wynik. W końcówce napięcie towarzyszące stołecznym siatkarkom jakby nieco opadło, punktowały Joanna Sobczak i Mirjana Djurić (23:19), ale zepsuta zagrywka zakończyła pierwszego seta (25:20).

 

Niewiele zmieniło się na początku drugiej odsłony meczu, darmową piłkę przechodzącą zgarnęła nad siatką Ewelina Janicka i o pierwszy czas poprosił dość szybko trener Stanisławczyk (5:1). Kaliszanki czuły się bardzo pewnie, o czym świadczy kiwka z drugiej piłki Katarzyny Wawrzyniak. Siatkarki ze stolicy wciąż nie mogły zrobić przejścia w tym secie (7:1), a ich obrony nie pozwalały na wyprowadzenie kontr. Niemal nie myliły się środkowe z Kalisza, blok obrończyń tytułu nie stanowił zagrożenia i nie nadążał za szybkimi rozegraniami Wawrzyniak. Przez moment gra nieco się wyrównała, w ataku zimną krew zachowała Marta Wellna, asem serwisowym popisała się młoda środkowa Wisły i było 10:7. Szansę na wyrównanie stanu seta miała Katarzyna Połeć, ale została zablokowana. Kryzys gospodyń nie trwał zbyt długo, po atakach Sroki i Łukasiewicz te znów mogły cieszyć się trzema oczkami przewagi. Nerwy udzieliły się także szkoleniowcowi Wisły, który otrzymał czerwoną kartkę w ważnym momencie seta (20:15). Później gra gości zupełnie się posypała, litości dla swojego byłego zespołu nie miała Ivana Isailović i po jej dwóch udanych atakach było już 2:0 (25:20).

 

Po tak srogiej lekcji siatkówki warszawianki nie miały już nic do stracenia w tym meczu. Sygnał do ataku dała Joanna Sobczak i po jej udanych akcjach było 0:2. Po raz pierwszy to siatkarki Wisły narzucały rytm gry, gdy w siatkę z niewygodnej piłki zaatakowała Ewelina Janicka, przewaga gości wzrosła do trzech punktów. Zawodniczki MKS-u pozwoliły rozegrać się rywalkom, piłki po zagrywce Mirjany Djurić nie zamortyzowała Angelika Bulbak, po chwili Serbka trafiła w samą linię boiska i o czas poprosił trener gospodyń (4:11). Środkowy fragment tego seta to przedłużające się akcje, z których obronną ręką wychodziły kaliszanki, po ataku w siatkę Jurczyk różnica wynosiła już tylko trzy oczka (13:16). Gospodynie zdołały nawet wyrównać, atak Dybek i blok kaliszanek pozwoliły im mieć nadzieję na zwycięstwo w tym meczu 3:0, co byłoby powtórką z pierwszego starcia finałowego. Tak się jednak nie stało, w końcówce nie myliły się Sobczak i Djurić, która przedłużyła to spotkanie (25:23).

 

W czwartym secie dość nieoczekiwanie przez pierwsze kilka piłek pierwszoplanową rolę odegrała Jurczyk i to głównie dzięki jej zagrywkom przyjezdne prowadziły 5:2. Później jednak zdaniem sędziego w siatkę posłała piłkę Karolina Ciaszkiewicz-Lach, próbując wybić ją po rękach rywalek. Wynik oscylował w okolicach remisu. Kiedy jednak niedokładnie piłkę przyjęły warszawianki, kiwką musiała ratować się Nowgorodczenko i kaliszanki wyszły na prowadzenie (14:13). Żadna ze stron nie potrafiła zatrzymać przeciwniczek w pierwszej akcji, ale pojedynczy blok Janickiej na Jurczyk zwiastował duże emocje na koniec tej odsłony (18:18). Pięknym za nadobne odpłaciła się rywalkom Katarzyna Mróz, również pokazując, że potrafi z pojedynkę zablokować środkową rywalek (19:22). Punkt na wagę tie-breaka zdobyła Joanna Sobczak (21:25).

 

W piątym secie dało już o sobie znać zmęczenie zawodniczek, w siatkę zaatakowała Sroka, ale pomyliła się także Mróz, co przyniosło gospodyniom minimalne prowadzenie (3:2). Punktowa zagrywka Natalii Sroki poderwała publiczność zgromadzoną w dawnej hali Winiar Kalisz i o czas poprosił trener Stanisławczyk (6:3). Na niewiele się to jednak zdało, bo gospodynie grały jak natchnione, rąk blokujących nie znalazła Sobczak i siatkarki Wisły znalazły się pod ścianą (11:5). Kaliszanki nie wypuściły już tego seta z rąk i dzięki temu jutro staną przed szansą zdobycia mistrzowskiego tytułu. Ostatnią piłkę spotkania zamieniła na punkt Ewelina Janicka (15:10).

 

Energa MKS Kalisz – Wisła Warszawa 3:2
(25:20, 25:20, 23:25, 21:25, 15:10)

stan rywalizacji play-off: 2:1 dla MKS-u

 

źródło: Informacja prasowa

Visualscope.com

 continuumpoznan

vigo250

pzps

systemcentralny

logoSOS

mas

 

ogloszeniezsms

sms

banner

liceumenergetyk1

logososkalisz 

aps